— Hm — odpowiedziała Ania nieprzytomnie.

Ciekawa była, dlaczego Jan Douglas miał taki wygląd.

— Cierpiała strasznie — powiedziała Janina z uczuciem. — Przeżywa straszne chwile. Okropna to męka dla Jana. Obawia się opuścić dom z lęku, by matka jego nie doznała jakiegoś ataku choroby, a nie ma u nich nikogo prócz służącej.

Rozdział XXXIII. „Przychodził stale i przychodził...”

W trzy dni później Ania powróciła ze szkoły do domu i zastała Janinę we łzach. Łzy i Janina tak sobie nie odpowiadały, że Ania zaniepokoiła się poważnie.

— O, co się stało? — zawołała.

— Kończę... kończę dzisiaj czterdzieści lat... — łkała Janina.

— Wczoraj miała pani przecież prawie tyleż, a nic to pani nie szkodziło — pocieszyła ją Ania, wysilając się, aby się nie roześmiać.

— Ale... ale... — ciągnęła Janina, przełknąwszy łzy — Jan Douglas ciągle jeszcze nie oświadczył mi się dotychczas...

— O, oświadczy się na pewno — rzekła Ania niepewnie. — Musi mu pani dać czas.