— Potrafi pani bardziej przebaczać, niż ja zdołałabym kiedykolwiek — rzekła Ania nieco gniewnie.
— Gdy pani będzie w moim wieku, zmieni pani zdanie o niejednej rzeczy — rzekła Janina wyrozumiale. — Jedną z rzeczy, których uczymy się z wiekiem, jest przebaczać. Łatwiej to człowiekowi czynić w czterdziestym roku życia niż w dwudziestym.
Rozdział XXXV. Ostatni rok w Redmondzie
— Oto zebrałyśmy się znowu wszystkie, opalone i rozradowane, jak człowiek, który dobiega w wyścigu do mety — rzekła Fila, siadając z westchnieniem radości na kufrze. — Czy to nie miło ujrzeć znowu to stare „Ustronie Patty” i cioteczkę, i koty? Morusek stracił jeszcze kawałek ucha, prawda?
— Morusek byłby najpiękniejszym kotem na świecie, gdyby w ogóle nie miał uszu — oświadczyła Ania ze swego kufra, podczas gdy Morusek kręcił się na jej kolanach w obłędnej radości powitania.
— Czy nie cieszysz się, że nas znowu widzisz, cioteczko? — zapytała Fila.
— Naturalnie, ale wolałabym, żebyście uprzątnęły swoje rzeczy — odparła ciotka Jakubina, wskazując na rozgardiasz kufrów i walizek w pokoju. — Możemy porozmawiać później. Najpierw robota, potem przyjemność: to była moja zasada, gdy byłam dziewczynką.
— O, w naszym pokoleniu zmieniło się to, cioteczko. Nasza zasada brzmi: zabaw się pierw, a potem bierz się do pracy. Lepiej wykonasz robotę, gdy masz za sobą przyzwoitą zabawę.
— Jeżeli chcesz wyjść za mąż za duchownego — rzekła ciotka Jakubina, podnosząc Józka i swoją robótkę — i zadowolić się skromnym ubóstwem, to musisz się pozbyć takich zasad.
— Dlaczego? — jęknęła Fila. — Dlaczego żąda się, aby żony duchownych wygłaszały tylko pobożne zdania? Ja tego robić nie będę!