— Czy zakomunikowałaś już rodzinie o swoich zaręczynach? — zapytała Priscilla, karmiąc kota Magdy resztkami swego śniadania.
Fila skinęła głową.
— Jak to przyjęli?
— O, matka awanturowała się! Ale ja byłam nieugięta jak skała, ja, Filipa Gordon, która nigdy nie mogłam się zdobyć na stanowczość! Ojciec był spokojniejszy. Jego ojciec też był pastorem, ma więc dla sukienki duchownej sentyment. Gdy mama uspokoiła się trochę, sprowadziłam Jasia do nas, a rodzice bardzo go polubili. Ale mama w każdej rozmowie robiła okropne aluzje do nadziei, jakie co do mnie żywiła. O, droga moich tegorocznych wakacji nie była usiana różami, moje kochane! Ale zwyciężyłam i zdobyłam swego Jasia. Reszta mnie nie obchodzi!
— Ciebie! — rzekła ciotka Jakubina ponuro.
— Ani Jasia! — odpowiedziała Fila. — Widzę, że mu nadal współczujesz. Może mi powiesz dlaczego? Ja sądzę, że można mu raczej zazdrościć. Zdobywa we mnie rozum, urodę i złote serce!
— Dobrze, że wiemy, jak mamy traktować twoje słowa — rzekła ciotka Jakubina cierpliwie. — Mam nadzieję, że do nieznajomych nie odzywasz się w ten sposób. Co by sobie ludzie pomyśleli?
— O, nic mnie to nie obchodzi! Nie patrzę na siebie tak, jak inni na mnie patrzą. Jestem przekonana, że czułabym się z tym przeważnie bardzo źle.
Ania opowiedziała teraz szczegółowo swoim przyjaciółkom historię Jana i Janiny.
— Musisz nam jeszcze opowiedzieć o tej romantycznej scenie, o której tak niejasno napomykałaś w swoich listach — rzekła Fila.