— O, cioteczko Jakubino, czyż nie byłyśmy grzecznymi dziewczynkami przez całe te trzy zimy, gdy nam matkowałaś? — broniła się Fila.
— Byłyście czwórką najsłodszych, najlepszych dziewcząt, jakie kiedykolwiek razem chodziły na uniwersytet — zapewniła ciotka Jakubina, która nigdy nie skąpiła komplementów przez źle rozumianą oszczędność. — Ale nie przypisuję wam zbyt wiele rozumu. Oczywiście trudno tego wymagać. Doświadczenie daje rozum. Na uniwersytecie nie możecie się tego nauczyć. Wy byłyście przez cztery lata na uniwersytecie, a ja nigdy, a jednak wiem o wiele więcej niż wy, moje młode damulki. Czy nauczyłyście się w Redmondzie czegoś prócz języków martwych i geometrii, i innych bzdur? — zapytała.
— O tak. Sądzę, że tak, cioteczko — zaprotestowała Ania.
— Nauczyłyśmy się prawdy, o której profesor Woodleigh mówił na ostatnim zebraniu w towarzystwie filomackim. Powiedział on: „Humor jest najwspanialszą zaprawą życia. Śmiej się ze swoich błędów, ale czerp z nich naukę, kpij ze swoich trosk, ale zdobywaj z nich siłę. Obracaj swoje trudności w żart, ale przemagaj je”. Czy nie warto się tego nauczyć, ciotko Jakubino?
— Owszem, moja droga. Jeżeli nauczyłyście się śmiać z rzeczy, z których należy się śmiać, a nie z tych, z których się śmiać nie wolno, to zdobyłyście mądrość i rozsądek.
— Co ty skorzystałaś podczas swoich studiów w Redmondzie, Aniu? — zapytała Priscilla na boku.
— Sądzę — rzekła Ania wolno — że rzeczywiście nauczyłam się patrzeć na każdą małą przeszkodę jak na drobiazg, a na każdą większą jak na zapowiedź zwycięstwa. Na ogół mam wrażenie, że to jest właśnie to, co mi dał Redmond.
— Ja przypomnę inny cytat profesora Woodleigha, aby wyrazić to, co mi dał uniwersytet — rzekła Priscilla. — Pamiętasz przecież, co powiedział w swoim przemówieniu: „Tak wiele jest na świecie dla nas wszystkich, jeżeli tylko mamy oczy otwarte, by to widzieć, i serce, by to kochać, i dłoń, aby to zbierać. Tak wiele mężczyzn i kobiet, tak wiele w sztuce i literaturze, tak wiele wszędzie rzeczy, które nas mogą podnosić na duchu i za które możemy być wdzięczni”. Sądzę, że Redmond nauczył mnie tego w pewnej mierze, Aniu.
— Sądząc z tego, coście powiedziały — zauważyła ciotka Jakubina — ostatecznym rezultatem jest, że macie z natury dość rozumu, aby się w ciągu czterech lat uniwersyteckich nauczyć tego, na co potrzeba innym dwudziestu lat życia. To usprawiedliwia w moich oczach wyższe wykształcenie. Jest to kwestia, w której dawniej miałam zawsze wątpliwości.
— A co ma być z ludźmi, którzy z natury nie mają dość rozumu, cioteczko Jakubino?