Ale była tego wieczora najweselszą ze wszystkich dziewcząt, a gdy Gilbert podszedł do niej, prosząc ją o taniec, odpowiedziała mu bez skrupułu, że karnecik jej jest pełen. Potem, gdy siedziała z przyjaciółkami przed dogasającym ogniem przy kominku w „Ustroniu Patty”, nikt weselej od niej nie gawędził o wydarzeniach wieczora.
— Moody Spurgeon MacPherson był tu dzisiaj wieczorem po twoim odejściu — rzekła ciotka Jakubina, która nie kładła się spać, aby podsycać ogień. — Nie wiedział o zabawie. Młodzieniec ten powinien sobie przewiązywać na noc głowę chustką, żeby sobie przypłaszczyć uszy. Miałam kiedyś zalotnika, który to robił i pomogło mu to bardzo. Ja mu to zaproponowałam, a on usłuchał mojej rady, ale nigdy mi tego nie przebaczył.
— Moody Spurgeon jest bardzo poważnym młodzieńcem — ziewnęła Priscilla. — Zajęty jest ważniejszymi sprawami niż uszy. Jak wiesz, ma zostać duchownym.
— Sądzę, że Bóg nie ogląda uszu człowieka — odpowiedziała ciotka Jakubina poważnie, przerywając dalszą krytykę Moody’ego Spurgeona. Ciotka Jakubina miała szczególny szacunek dla szat duchownych, nawet jeżeli chodziło o niewyświęconego jeszcze kapłana.
Rozdział XXXVIII. Rozwiane złudzenia
— Pomyśleć, że od dzisiaj za tydzień będę w Avonlea! Co za rozkoszna myśl! — rzekła Ania, pochylając się nad walizką, do której pakowała haftowane kapy pani Małgorzaty. — I od dzisiaj za tydzień opuszczę „Ustronie Patty” na zawsze! Co za straszna myśl!
— Ciekawam, czy duch naszej wesołości znajdzie echo w marzeniach dziewczęcych panny Patty i panny Marii — zastanawiała się Fila.
Panna Patty i panna Maria, zwiedziwszy prawie całą zamieszkałą kulę ziemską, powracały do domu.
„Wracamy w drugim tygodniu maja — pisała panna Patty. — Spodziewam się, że «Ustronie Patty» wyda nam się nieco małe po komnatach królów Karnaku52, ale nigdy bym nie chciała mieszkać w wielkich pałacach. Rada będę znaleźć się znowu w domu. Gdy się w późnym wieku zaczyna podróżować, chce się jak najbardziej wykorzystać czas, gdyż wie się, że się go ma niewiele. Obawiam się, że Maria nigdy już nie będzie zadowolona”.
— Pozostawię tutaj swoje marzenia i rojenia, aby pobłogosławić następnego mieszkańca — rzekła Ania, rozglądając się po niebieskim pokoiku, po swoim pięknym, niebieskim pokoiku, gdzie spędziła trzy tak szczęśliwe lata. Klęczała przy tym oknie, modląc się, i wychylała się z niego, obserwując zachód słońca za sosnami. Słuchała, jak jesienne krople deszczu uderzały o szyby i witała na parapecie okna wiosenne pliszki. Zastanawiała się, czy dawne marzenia mogą pozostawać w pokoju, a gdy się opuszcza na zawsze pokój, gdzie się cierpiało i odczuwało radość, śmiało i płakało, czy nie pozostaje w nim coś nienazwanego i niewidzialnego, a jednak uchwytnego niby wymowne wspomnienie.