— Ja myślę — rzekła Fila — że pokój, w którym się marzyło i cierpiało, i radowało się, i żyło, nierozłącznie stapia się z tymi przeżyciami i przyjmuje indywidualność człowieka. Jestem przekonana, że gdy po pięćdziesięciu latach wejdę do tego pokoju, powie on do mnie: Ania, Ania... Jakiż piękny okres przeżyłyśmy tutaj! Jakie pogawędki i żarty, i rozrywki koleżeńskie! O, Boże Drogi, w czerwcu mam wyjść za Jasia, i wiem, że będę bezgranicznie szczęśliwa. Ale w tej chwili mam wrażenie, jakbym pragnęła zawsze wieść to radosne życie redmondzkie.

— Jestem dość nierozsądna, aby sobie w tej chwili życzyć tego samego — wyznała Ania. — Bez względu na to, jakie głębsze radości mogłyby się jeszcze stać naszym udziałem, nigdy już nie będziemy wiodły tak wspaniałego, nieodpowiedzialnego życia, jakie miałyśmy tutaj. To minęło na zawsze.

— Co zrobimy z Moruskiem? — zapytała Fila, gdy ten uprzywilejowany kotek wpadł do pokoju.

— Zabiorę go do domu razem z Józkiem i kotem Magdy — oznajmiła ciotka Jakubina. — Hańbą by było rozdzielać te koty, gdy nauczyły się współżyć ze sobą zgodnie. Zarówno kotom, jak i ludziom trudno się jest tego nauczyć.

— Przykro mi rozstać się z Moruskiem — rzekła Ania z ubolewaniem — ale nie miałoby sensu zabierać go na Zielone Wzgórze. Maryla brzydzi się kotami, a Tadzio zadręczyłby go na śmierć. Zresztą nie sądzę, żebym pozostała w domu. Zaproponowano mi kierownictwo wyższej szkoły dla dziewcząt w Summerside.

— Przyjmiesz to stanowisko? — zapytała Fila.

— Jeszcze... jeszcze się nie zdecydowałam — odpowiedziała Ania, rumieniąc się ze zmieszania.

Fila ze zrozumieniem skinęła głową. Oczywiście plany Ani nie mogły być ustalone, aż Roy nie przemówi. Nie ulegało wątpliwości, że uczyni to niedługo. I nie ulegało też wątpliwości, że Ania odpowie na jego pytanie „tak”. Ania sama obserwowała stan rzeczy z dziwnie pomieszanym zadowoleniem. Głęboko kochała Roya, co prawda nie było to zupełnie tym, co wyobrażała sobie jako miłość, ale czyż w ogóle było w życiu coś, co by odpowiadało marzeniom? — pytała siebie. Iluzje dzieciństwa rozwiewały się zawsze. Ale Roy był poczciwym chłopcem i z pewnością będą ze sobą szczęśliwi, nawet gdyby zabrakło owej wymarzonej a nieokreślonej przyprawy życia.

Gdy Roy przyszedł tego dnia, proponując Ani spacer po parku, wszyscy w „Ustroniu Patty” rozumieli, jaki był jego cel. I wszyscy wiedzieli lub sądzili, że wiedzą, jaka będzie odpowiedź Ani.

— Ania jest bardzo szczęśliwą dziewczyną — rzekła ciotka Jakubina.