W wieczór powrotu zeszła z zatroskaną twarzą z facjatki.
— Co się stało z Królową Śniegu, Marylo?
— O, wiedziałam, że będziesz tym zmartwiona — rzekła Maryla. — I ja się zmartwiłam. Drzewko to rosło tu, gdy byłam jeszcze młodą dziewczyną. Wielka zawierucha, jaką mieliśmy w marcu, wyrwała je z korzeniem. Rdzeń jego był już zgniły.
— Tak mi go będzie brak! — zawołała Ania ze smutkiem. — Facjatka wydaje mi się bez tej jabłonki nie tym samym pokoikiem. Nigdy już nie będę mogła wyglądać stamtąd przez okno bez uczucia straty. O, i zawsze, gdy przybywałam na Zielone Wzgórze, była tu Diana, aby mnie powitać.
— Diana musi teraz myśleć o czymś zupełnie innym — rzekła pani Linde znacząco.
— Opowiedz mi wszystkie nowiny z Avonlea — rzekła Ania, siadając na schodkach, gdzie zachodzące słońce padało na jej włosy niby delikatny złoty deszcz.
— Niewiele mamy nowin prócz tych, o których ci już pisałyśmy — rzekła pani Linde. — Nie słyszałaś pewnie jeszcze, że Szymon Fletcher złamał w zeszłym tygodniu nogę. Wielkie to wydarzenie dla jego rodziny. Postanowili wykonać teraz wiele rzeczy, które dawno zamierzali zrobić, a nie mogli, póki ten stary przeszkadzał im w tym.
— Pochodzi on z niewesołej rodziny.
— Niewesołej?
— No tak. Matka jego miała zwyczaj wstawać podczas zebrań religijnych i oświadczać, że wszystkie jej dzieci są niedorajdami, prosząc, aby się za nie modlono. Naturalnie doprowadzało ich to do wściekłości.