Gilbert roześmiał się.

— Krystyna była zaręczona z kimś w swoim mieście rodzinnym. Wiedziałem o tym, a ona wiedziała, że ja o tym wiem. Gdy brat jej został promowany, powiedział mi, że siostra jego przyjedzie następnej zimy do Kingsportu studiować muzykę, i prosił mię, żebym się nią zaopiekował, ponieważ nie znała nikogo i będzie się czuła bardzo samotna. Spełniłem więc jego życzenie. A potem polubiłem Krystynę. Wiedziałem, że plotki uniwersyteckie uważały nas za zakochanych, ale nie obchodziło mnie to. Kiedy mi powiedziałaś, że nigdy mnie nie zdołasz pokochać, Aniu, nic mnie już więcej nie obchodziło. Nie istniała dla mnie, nie mogła dla mnie istnieć żadna inna kobieta prócz ciebie. Kochałem cię od owego dnia, gdy rzuciłaś mi w szkole tabliczkę na głowę.

— Nie rozumiem, jak mogłeś mnie kochać nadal, gdy byłam takim głuptasem — rzekła Ania.

— Próbowałem przestać cię kochać — rzekł Gilbert szczerze — nie dlatego, że uważałem cię, jak powiadasz, za głuptasa, ale że byłem pewien, iż nie mam już nadziei, odkąd Gardner zjawił się na placu. Ale nie mogłem i nie potrafię ci powiedzieć, czym była dla mnie przez te dwa lata myśl, że go poślubisz. Co tydzień opowiadał mi ktoś, że zaręczyny twoje mają być lada chwila ogłoszone. Wierzyłem w to aż do owego błogosławionego dnia, gdy po gorączce podniosłem się znowu. Dostałem list od Fili Gordon, a raczej Fili Blake, która pisała mi, że między tobą a Royem istotnie nic nie było i radziła mi „spróbować znowu”. Lekarz był zdumiony, jak szybko później powracałem do zdrowia.

Ania roześmiała się, potem przeszedł ją dreszcz.

— Nigdy nie zapomnę tej nocy, gdy myślałam, że umrzesz, kochanie. O, wiedziałam... wtedy wiedziałam i myślałam, że jest za późno.

— Ale nie było za późno, moje serce. O, Aniu, teraz wszystko jest znowu dobrze, prawda? Postanówmy uważać ten dzień za świętą rocznicę miłości i być mu zawsze wdzięcznymi za dar, który nam przyniósł.

— Jest to dzień narodzin naszego szczęścia — rzekła Ania tkliwie. — Zawsze kochałam ten ogród Heleny Gray, a teraz będzie mi on droższy niż kiedykolwiek.

— Ale muszę cię prosić, abyś długo jeszcze czekała na mnie, Aniu — rzekł Gilbert ze smutkiem. — Trzy lata potrwa jeszcze, aż skończę medycynę. A i potem jeszcze nie będziemy mieli brylantów ani marmurowych pałaców.

Ania roześmiała się.