— Jutro. Cieszę się, że przyjeżdża. Ale zajdzie jeszcze jedna zmiana. Maryla i ja wyprzątnęłyśmy wszystko z gościnnego pokoju. Przyznam się, że robiłam to z niechęcią. Rzeczywiście, to było głupio, ale miałam wrażenie, jakbyśmy popełniały profanację. Ten poczciwy pokój gościnny wydawał mi się zawsze ołtarzem. Jako dziecko uważałam go za najpiękniejszą komnatę na świecie. Przypominasz sobie, jakie mnie trawiło pragnienie, aby spać kiedy w łóżku takiego pokoju, ale nie w pokoju gościnnym Zielonego Wzgórza. O nie, nigdy tam! To by było zbyt przejmujące... nie potrafiłabym zmrużyć oka. Kiedy Maryla posyłała mnie po coś, nigdy nie przechodziłam przez ten pokój... Nie, rzeczywiście, przemykałam się na palcach z powstrzymanym tchem, jakbym się znajdowała w kościele i odczuwałam ulgę, gdy go opuściłam. Wisiały tam portrety Jerzego Whitefielda3 i księcia Wellingtona4, po obu stronach lustra, i przez cały czas spoglądały na mnie tak surowo, zwłaszcza jeśli się odważyłam zajrzeć do lustra, jedynego w domu, które mojej twarzy nie zniekształcało. Zawsze się dziwiłam, jak Maryla może sprzątać ten pokój. A teraz nie tylko jest sprzątnięty, ale zupełnie opróżniony. Jerzy Whitefield i książę Wellington są na strychu. Tak mija chwała świata — zakończyła Ania ze śmiechem, w którym brzmiała nutka żalu — niemiła to rzecz, gdy dawne nasze ołtarze są sprofanowane, nawet wtedy, gdyśmy je przerośli.
— Tak pusto tu będzie, gdy odjedziesz — westchnęła Diana po raz setny. — I pomyśleć, że odjeżdżasz już w przyszłym tygodniu!
— Ale jesteśmy jeszcze razem — rzekła Ania wesoło. — Niech dzień jutrzejszy nie mąci nam radości dzisiejszego. Nie mogę znieść myśli, że wyjeżdżam sama... tak jestem zaprzyjaźniona z domem. Ty mi mówisz o samotności! Ja właśnie powinnam wzdychać. Ty zostaniesz tu w gronie starych przyjaciół, z Alfredem! Gdy ja będę sama wśród obcych, nie znając nikogo!
— Z wyjątkiem Gilberta i Karola Sloane’a — rzekła Diana, odcinając się za przytyk Ani.
— Karol Sloane będzie dla mnie rzeczywiście wielką pociechą — odpowiedziała Ania ironicznie i obie panienki roześmiały się. Diana wiedziała doskonale, jakie było zdanie Ani o Karolu Sloanie, ale mimo wielu poufnych rozmów nie była pewna, co myśli Ania o Gilbercie Blycie. Ania sama tego z pewnością nie wiedziała.
— O ile wiem, będą oni zresztą mieszkali w innym końcu Kingsportu — ciągnęła Ania. — Jestem zadowolona, że jadę do Redmondu5, i jestem pewna, że po pewnym czasie polubię go. Ale podczas pierwszych paru tygodni będę się czuła bardzo źle. Nie będę miała nawet tej pociechy, aby mieć nadzieję odwiedzenia w niedzielę domu, jak to było, gdy uczęszczałam do seminarium. Boże Narodzenie będzie mi się wydawało odległe o tysiąc lat.
— Wszystko się zmienia albo zmieni się — rzekła Diana smutno. — Mam wrażenie, że dawne czasy już nie wrócą, Aniu.
— Zdaje się, że nasze drogi muszą się rozejść — rzekła Ania w zadumie. — Musiało do tego dojść. Czy sądzisz, Diano, że wiek dojrzały jest istotnie tak piękny, jak sobie wyobrażałyśmy, gdyśmy jeszcze były dziećmi?
— Nie wiem... wiele pięknych rzeczy łączy się z tym — odpowiedziała Diana, pieszcząc znowu swój pierścionek z uśmiechem, który powodował zawsze, że Ania czuła się niedoświadczona i opuszczona. — Ale bywają też rozmaite tak oszałamiające rzeczy. Niekiedy mam wrażenie, że lękam się być dorosła... w takich chwilach dałabym wiele, aby być znowu małym dzieckiem.
— Mam nadzieję, że przyzwyczaimy się jeszcze do tego, by być dorosłymi — pocieszyła ją Ania wesoło. — Później nie będziemy się spotykały z tyloma niespodzianymi rzeczami, chociaż wyobrażam sobie niekiedy, że rzeczy niespodziane stanowią cały urok życia. Mamy po osiemnaście lat, Diano. Za dwa lata skończymy dwadzieścia. Gdy miałam dziesięć lat, wyobrażałam sobie, że dwudziestka jest zaśniedziałym, starym wiekiem. Niedługo już ty będziesz stateczną matroną w średnim wieku, a ja starą ciotką Anną, która na wakacje przyjedzie do was w odwiedziny. Zawsze znajdziesz dla mnie kącik, prawda, Diano, kochanie? Oczywiście nie pokój gościnny: stare panny nie mogą sobie rościć pretensji do gościnnego pokoju. Zadowolę się zupełnie skromną facjatką6.