Ujrzeli to miejsce z parku, gdy opuścili porosły sosnami wzgórek. Na skrzyżowaniu ulic stał domek, otoczony z obu stron grupami sosen, które rozpościerały ramiona nad jego niskim dachem. Domek porosły był czerwonym i złotym winem, przez które przeświecały okna z zielonymi okiennicami. Przed domem był mały ogródek, okolony niskim murem kamiennym. Chociaż był to już październik, ogródek pełen był jeszcze pięknych, wonnych kwiatów i krzewów. Wąska brukowana ścieżka prowadziła od furtki do frontowych drzwi. Cały domek wydawał się przeniesiony z jakiegoś innego kraju. Ale było w nim coś, co sprawiało, że najbliższy jego sąsiad, pałac króla tytoniowego, otoczony wielką murawą, wydawał się przez kontrast niezwykle brutalny, nadęty i grubiański. Fila oświadczyła, że jest to różnica między tym, co zrodzone, a zrobione.

— Jest to najpiękniejszy dom, jaki kiedykolwiek widziałam — rzekła Ania z zachwytem. — Zadaje mi on rozkoszny, drogi ból. Jest on nawet milszy i osobliwszy niż kamienny dom panny Lawendy.

— Chciałabym, żebyś sobie szczególnie zapamiętała jego nazwę — rzekła Fila. — Patrz, białymi literami wypisane jest na łuku bramy: „Ustronie Patty”. Czy to nie piękne? Zwłaszcza na tej ulicy, gdzie mieszkają ludzie o szumnych nazwiskach? „Ustronie Patty”, zapamiętaj sobie! Jestem tym zachwycona!

— Czy wiesz coś o tym, kim jest Patty? — zapytała Priscilla.

— Patty Spofford to nazwisko starej damy, która posiada ten dom, odkryłam to. Mieszka tutaj ze swoją bratanicą, a mieszkały tam już przed stu laty, może trochę mniej, może trochę więcej. Pewnie trochę mniej. Przesada jest tylko polotem fantazji poetyckiej. Domyślam się, że ci bogacze próbowali nieraz odkupić tę posiadłość, teraz jest ona rzeczywiście warta majątek, ale Patty żadną miarą25 nie chce jej sprzedać. Za domem jest zamiast dziedzińca ogród owocowy, zobaczysz go, gdy odejdziemy kawałek dalej. Prawdziwy ogród owocowy w alei Spofforda!

— Będę tej nocy śniła o „Ustroniu Patty” — rzekła Ania. — Mam wrażenie, jakbym należała do niego. Ciekawam, czy jakiś przypadek pozwoli nam kiedyś ujrzeć jego wnętrze.

— Nie jest to prawdopodobne — rzekła Priscilla.

Ania uśmiechnęła się tajemniczo.

— Nie, nie jest to prawdopodobne, ale wierzę, że się to stanie. Mam jakieś dziwne wrażenie, możesz je nazwać, jeśli chcesz, przeczuciem, że „Ustronie Patty” i ja zawrzemy jeszcze bliższą znajomość.

Rozdział VII. Znowu w domu