— Czy się kiedykolwiek „gniewałam”, gdy mi coś mówiłeś, Tadziu?
— Nieee, ty się nigdy nie gniewałaś. Ale martwisz się, a to jest jeszcze gorsze. Okropnie cię zaboli, gdy ci to powiem, Aniu, i będziesz się mnie pewnie wstydziła.
— Czy zrobiłeś coś niegodnego, Tadziu, i czy dlatego nie możesz się modlić?
— Nie, dotychczas nie uczyniłem nic złego, ale muszę to zrobić.
— O co idzie, Tadziu?
— Muszę... muszę powiedzieć złe słowo, Aniu — wybuchnął Tadzio z rozpaczliwym wysiłkiem. — Słyszałem, jak w zeszłym tygodniu powiedział je chłopiec, którego przyjął pan Harrison, i od tego czasu korci mnie ciągle, żeby je powiedzieć, nawet kiedy się modlę.
— Więc powiedz je, Tadziu.
Tadzio podniósł zawstydzoną twarz, niezmiernie zdumiony.
— Ależ, Aniu, to jest okropnie złe słowo!
— Powiedz je!