Czy to był sen? Nie, ona, Ania Shirley, leżała tu trzeźwa zupełnie w swoim łóżku, a Janka Andrews znajdowała się obok niej, spokojnie oświadczając się w imieniu brata. Ania nie wiedziała, czy ma się śmiać, czy płakać. Ale nie wolno jej było urazić uczuć Janki.

— Ja... ja... nie mogłabym poślubić Billa... — wybełkotała. — Nigdy mi to nie przyszło na myśl... nigdy!

— Nie sądzę, aby ci to przyszło na myśl — przyznała Janka. — Bill był zawsze zbyt lękliwy, aby myśleć o zalotach. Ale możesz się nad tym zastanowić, Aniu. Bill jest poczciwym chłopcem. Muszę to powiedzieć, chociaż jest moim bratem. Nie ma złych nawyków i jest pracowity. Można na nim polegać. Lepszy wróbel w ręku niż gołąb na sęku. Powiedział mi, że chętnie czekałby, aż skończysz uniwersytet, jeżeli będzie ci na tym zależało, chociaż wolałby ożenić się tej wiosny, zanim się zacznie siew. Byłby dla ciebie zawsze bardzo dobry, tego jestem pewna, a wiesz, Aniu, że chciałabym cię mieć za siostrę.

— Nie mogę wyjść za Billa — rzekła Ania stanowczo.

Odzyskała znowu panowanie nad sobą i czuła się nawet nieco zagniewana. Wszystko to było tak śmieszne.

— Nie ma sensu myśleć o tym, Janko. Pod tym względem nie istnieje on dla mnie, musisz mu to powiedzieć.

— Dobrze, przypuszczałam, że mi tak odpowiesz — rzekła Janka z westchnieniem rezygnacji, czując, że uczyniła wszystko, co mogła. — Powiedziałam Billowi, że nie sądzę, aby warto było pytać cię, ale on nalegał na to. Więc powzięłaś decyzję, Aniu, a spodziewam się, że nie będziesz jej żałowała.

Janka mówiła nieco chłodno. Była najmocniej przekonana, że zakochany Bill nie miał w ogóle szans, by zdobyć Anię za żonę. Mimo to odczuwała jednak niechęć, że Ania Shirley, która ostatecznie była tylko adoptowaną sierotą, odtrąciła jej brata — jednego z Andrewsów awonlejskich. Ale pycha bywa często ukarana, pocieszyła się Janka.

Ania uśmiechnęła się w duchu nad myślą, że mogłaby kiedyś żałować, iż nie poślubiła Billa Andrewsa.

— Spodziewam się, że Bill nie będzie się tym czuł bardzo dotknięty — rzekła pojednawczo.