— Nie, nie sądzę — odpowiedziała Priscilla. — Byłoby to o wiele za piękne, aby być prawdziwe. Bajki nie spełniają się dzisiaj. Nie chcę się tego spodziewać, Aniu, rozczarowanie byłoby zbyt okropne. Z pewnością za ten dom żądają więcej, niż my możemy zapłacić. Pamiętaj, że to aleja Spofforda.
— Musimy się jednak przekonać — rzekła Ania rezolutnie. — Za późno już, żeby wejść tam dzisiaj, ale jutro przyjdziemy znowu. O, Prissy, gdybyśmy zdołały zdobyć ten piękny dom! Czułam zawsze, że szczęście moje związane jest z „Ustroniem Patty”, czułam to, odkąd ujrzałam ten dom po raz pierwszy.
Rozdział X. „Ustronie Patty”
Następnego wieczora dwie przyjaciółki odważnie weszły po brukowanej ścieżce przez mały ogródek i pociągnęły za dzwonek. Wpuściła ich mrukliwa, stara służąca. Drzwi otworzyły się wprost do wielkiej bawialni, gdzie przy miłym ogniu siedziały dwie starsze panie, obie o równie mrukliwym wyglądzie. Pomijając to, że jedna wyglądała na siedemdziesiąt lat, a druga na pięćdziesiąt, mała była między nimi różnica. Obie miały zdumiewająco wielkie, niebieskie oczy za okularami w stalowych oprawach; obie bez pośpiechu, ale i bez przerwy robiły pończochy; obie kołysały się na fotelach i spoglądały na dziewczęta bez słowa; a tuż za każdą siedział wielki, biały, porcelanowy pies, z zielonym nosem i zielonymi uszami. Psy te przykuły od razu uwagę Ani. Zdawały się one bliźniaczymi bogami opiekuńczymi „Ustronia Patty”.
Przez kilka minut nikt nie rozpoczynał rozmowy. Dziewczęta były zbyt podniecone, aby znaleźć słowa, zaś ani stare panie, ani porcelanowe psy nie były snać27 zbyt rozmowne. Ania rozglądała się po pokoju. Jakież to było miłe miejsce! Drugie drzwi wychodziły wprost na aleję sosnową, a pliszki czerwonogardłe odważnie wlatywały po schodach. Wielki, polerowany zegar pradziadowski tykał uroczyście i głośno w jednym kącie pokoju. Na gzymsie kominka stały małe, ozdobne szafeczki z porcelanowymi figurkami za szklanymi drzwiczkami. Ściany były obwieszone oleodrukami. W jednym kącie znajdowały się schody prowadzące w górę, a na pierwszym zakręcie było małe okienko z ławeczką. Wszystko było tu takie, jak się Ania spodziewała.
Wreszcie milczenie stało się zbyt uciążliwe i Priscilla szturchnęła Anię, aby jej dać do zrozumienia, że muszą przemówić.
— Przeczytałyśmy ogłoszenie, że ten dom jest do wynajęcia — rzekła Ania lękliwie, zwracając się do starszej pani, która prawdopodobnie była panną Patty Spofford.
— O, tak — rzekła panna Patty — miałam właśnie zamiar zdjąć dzisiaj to ogłoszenie.
— W takim razie przychodzimy za późno — rzekła Ania zmartwiona. — Wynajęła go pani komu innemu?
— Nie, ale postanowiłyśmy w ogóle domu nie wynajmować.