— O, żałuję bardzo — zawołała Ania impulsywnie. — Tak lubię ten dom! Spodziewałam się, że go dostaniemy.
Panna Patty odłożyła robótkę, zdjęła okulary, przetarła je, włożyła znowu i po raz pierwszy spojrzała na Anię jak na istotę żywą. Druga dama poszła za jej przykładem tak szczegółowo, że wyglądało to jak odbicie w lustrze.
— Lubi go pani? — zapytała panna Patty. — Czy to ma znaczyć, że go pani rzeczywiście lubi? Czy też, że tylko wygląd jego podoba się pani? Dzisiejsze dziewczęta lubią takie przesadne wyrażenia i nigdy nie można wiedzieć, co właściwie mają na myśli. Za czasów mojej młodości tak nie było.
Ania odzyskała pewność siebie.
— Lubię go rzeczywiście — rzekła łagodnie. — Polubiłam go od pierwszej chwili, gdy go ubiegłej jesieni ujrzałam. Moje dwie koleżanki z uniwersytetu i ja chciałybyśmy w przyszłym roku prowadzić własne mieszkanie, szukamy więc odpowiedniego domu, a gdy ujrzałam wczoraj ogłoszenie, że ten dom jest do wynajęcia, byłam tak szczęśliwa!
— Jeżeli go pani lubi, może go pani dostać — rzekła panna Patty. — Maria i ja postanowiłyśmy dzisiaj, że go nie wynajmiemy, gdyż nikt z ludzi, którzy go oglądali, nie podobał się nam. Nie jesteśmy zmuszone wynająć go. Możemy sobie nawet pozwolić na wyjazd do Europy bez wynajęcia domu. Wystarczyłoby nam pieniędzy, ale za żadne skarby nie zgodziłabym się, aby mój dom przeszedł w posiadanie takich ludzi, jacy tu przychodzili oglądać go. Wy jesteście inne. Wierzę, że go lubicie i że będziecie się z nim dobrze obchodziły. Możecie go dostać.
— Jeżeli będziemy sobie mogły pozwolić na zapłacenie sumy, jaką pani za niego zażąda — rzekła Ania z wahaniem.
Panna Patty wymieniła żądaną kwotę. Ania i Priscilla spojrzały po sobie. Priscilla potrząsnęła głową.
— Obawiam się, że nie będziemy mogły tyle zapłacić — rzekła Ania, tłumiąc rozczarowanie. — Jak pani widzi, jesteśmy niezamożnymi studentkami.
— A jaką sumę mogłyby panie zapłacić? — zapytała panny Patty, robiąc dalej pończochę.