— Był dla ciebie dobrym stryjem, Mario — rzekła panna Patty z widocznym podnieceniem. — Powinnaś go często wspominać.
— Będę go zawsze pamiętała — rzekła panna Maria uroczyście.
Otarła oczy chusteczką, ale panna Patty szybko powróciła ze sfer uczucia w dziedziny interesów.
— Zostawię psy na miejscu, jeżeli mi przyrzekniecie, że będziecie się o nie troszczyły — rzekła. — Nazywają się Gog i Magog28. Gog patrzy w prawo, a Magog w lewo. I jeszcze jedno. Spodziewam się, że nie będziecie miały nic przeciwko temu, że dom ten nazywa się „Ustroniem Patty”.
— Nie, przeciwnie, wydaje się nam to właśnie jedną z najpiękniejszych jego cech.
— Widzę, że macie rozum — rzekła panna Patty tonem wielkiego zadowolenia. — Czy uwierzycie: wszyscy ludzie, którzy tu przychodzili, pytali, czy będą mogli zdjąć tę nazwę z bramy na czas, gdy będą tu mieszkali. Odpowiadałam im prosto z mostu, że wynajmuję dom razem z nazwą. Dom ten nazywa się „Ustroniem Patty”, odkąd brat mój zapisał mi go w testamencie, i „Ustroniem Patty” pozostanie, póki ja i Maria nie umrzemy. Gdy się to stanie, następny właściciel może mu nadać jakieś głupie imię, które mu się spodoba — zakończyła panna Patty, jakby mówiła: „Potem bodaj potop”. — A teraz może byście chciały obejrzeć dom, zanim będziemy uważały interes za ubity?
Dalsze oględziny domu sprawiły dziewczętom jeszcze większą radość. Prócz bawialni była na dole kuchnia i dwie małe sypialnie. Na górze znajdowały się trzy pokoje, jeden duży i dwa małe. Ani szczególnie spodobał się jeden z małych pokojów, którego okna wychodziły na wielkie sosny, i zapragnęła, aby to był jej pokój. Miał on bladoniebieską tapetę, stała w nim mała staroświecka toaletka z lichtarzami na świece. Pod małym okienkiem stał wygodny fotel, który byłby wspaniałym miejscem do marzeń.
— Wszystko jest tu takie piękne, że wydaje mi się, iż to wszystko sen, z którego się obudzimy — rzekła Priscilla, gdy odchodziły.
— Panna Patty i panna Maria nie są chyba materiałem, z którego się przędzie sny — zaśmiała się Ania. — Czy możesz je sobie wyobrazić jako turystyki, zwłaszcza w tych szalach i czepcach?
— Sądzę, że je zdejmą, gdy rzeczywiście rozpoczną podróż — rzekła Priscilla — ale jestem pewna, że robótki swoje zabiorą wszędzie. Po prostu nie mogłyby się z nimi rozstać. Będą spacerowały koło Opactwa Westminsterskiego, robiąc przy tym robótkę; jestem tego pewna. Tymczasem my, Aniu, będziemy mieszkały w „Ustroniu Patty” w alei Spofforda! Już teraz czuję się jak milionerka.