— Nie — odpowiedziała Ania nieco szorstko.

— Nie bierz mi za złe tego pytania. Pani Sloane’owa powiedziała mi niedawno, że do skrzynki pocztowej wrzucono przed miesiącem wielką kopertę, adresowaną do „Fabryki Pierwszorzędnego Proszku Do Pieczenia Rollinga” w Montrealu, a podejrzewa ona, że ktoś pragnie zdobyć nagrodę, jaką wyznaczono za najlepszą nowelkę, która by reklamowała ten proszek do pieczenia. Powiedziała, że koperta ta nie była adresowana twoim charakterem pisma, ale pomyślałem sobie, że może to jednak ty wysłałaś.

— Nie, to nie ja. Czytałam ogłoszenie o konkursie, ale nie przyszło mi nawet na myśl brać w nim udziału. Sądzę, że nie odpowiadałoby to zupełnie mojej godności pisać opowiadanie, które by reklamowało proszek do pieczenia.

Ania mówiła tak wyniośle, nie przeczuwając nawet głębiny poniżenia, jaka ją oczekiwała. Tegoż wieczora na facjatkę jej wpadła Diana, rozpromieniona, z zarumienionymi policzkami, trzymając w ręku list.

— O, Aniu, list dla ciebie! Byłam na poczcie, więc przyniosłam ci go. Otwórz go szybko! Jeżeli zawiera on to, czego się spodziewam, oszaleję z radości.

Ania zmieszała się, otworzyła list i przebiegała oczyma napisaną na maszynie treść:

— Nic nie rozumiem! — rzekła Ania zmieszana.

Diana klasnęła w ręce.

— O, wiedziałam, że dostaniesz nagrodę. Byłam tego pewna! Ja posłałam twoją nowelę na konkurs, ja ją posłałam!

— Diano Barry!