— Mam nadzieję — rzekł Tadzio z naciskiem. — Gdyby tak było, ja nie chciałbym się tam dostać. Kościół jest okropnie nudny. Mam jednak nadzieję, że nie tak prędko umrę. Spodziewam się, że dożyję stu lat, jak pan Tomasz Blewett z Białych Piasków. Powiada on, iż żyje tak długo dlatego, że zawsze dużo palił, a to zabija wszystkie bakterie. Czy i ja będę mógł niedługo zacząć palić, Aniu?
— Nie, Tadziu, spodziewam się, że nigdy nie będziesz palił.
— A co byś powiedziała, gdyby mnie bakterie zabiły? — zapytał Tadzio.
Rozdział XV. Rozwiane marzenie
— Jeszcze tydzień tylko, a wracamy do Redmondu — rzekła Ania.
Czuła się szczęśliwa na myśl o nowej pracy, o powrocie do klasy i spotkaniu z przyjaciółmi redmondzkimi. Miłe marzenia snuły się też wokół „Ustronia Patty”.
Ale i lato było bardzo szczęśliwe: okres radosnego życia z gorącym słońcem i obłokami, okres rozkoszowania się zdrowymi rozrywkami, okres odnowienia i pogłębienia dawnych przyjaźni, słowem, okres, w którym nauczyła się żyć całą pełnią, pracować pilnie, bawić się serdecznie.
„Nie wszystkiego można się nauczyć w uniwersytecie — myślała. — Życia trzeba się uczyć wszędzie”.
Ale niestety ostatni tydzień tych miłych wakacji został dla Ani zepsuty przez jedno z owych fatalnych wydarzeń, które są jak rozwiane marzenie.
— Czy napisałaś jeszcze jakieś opowiadania? — zapytał Harrison pewnego wieczora, gdy Ania była u nich na herbacie.