— Ciekawam tylko, jak on się pogodzi z kotem Magdy — rzekła Stella pesymistycznie. — Walka kotów tu w pokoju jest przecież nie do pomyślenia.
W oznaczonym czasie przybyła ciotka Jakubina. Ania, Priscilla i Fila oczekiwały jej przybycia z niejakim uprzedzeniem, ale gdy ciotka Jakubina zasiadła na tronie w bujaku przed otwartym kominkiem, wszystkie otoczyły ją z ubóstwieniem.
Ciotka Jakubina była niską, starą kobieciną o małej, lekko trójkątnej twarzy i wielkich niebieskich oczach, promieniejących niezniszczalną młodością i pełnych nadziei jak oczy dziewczęcia. Miała różowe policzki i śnieżnobiałe włosy zaczesane na uszy.
— Staroświecka to robótka — rzekła, poruszając szybko igłami — ale i ja jestem staroświecką kobietą. Takie same są też moje poglądy. Nie twierdzę, że takie poglądy są najlepsze. Przeciwnie, muszę przyznać, że są o wiele gorsze, ale były wygodne i miłe. Nowe buciki są zgrabniejsze od starych, ale stare są wygodniejsze. Jestem dość stara, aby sobie pofolgować w kwestii obuwia i poglądów. Spodziewacie się chyba, że będę was chciała krótko trzymać. Ale tak nie będzie. Jesteście dość dorosłe, żeby wiedzieć, jak się macie zachować. Co do mnie — zakończyła ciotka Jakubina, mrugając oczyma — możecie wszystkie na swój sposób dążyć do zguby.
— O, czyż ktoś zdoła rozdzielić te koty! — jęknęła Stella ze zgrozą.
Ciotka Jakubina przywiozła z sobą nie tylko kota Magdy, ale i Józka. Józek należał do jednej z jej przyjaciółek, która wyprowadziła się na wyspę Vancouver.
— Nie mogła zabrać z sobą Józka, więc prosiła mnie, żebym go wzięła. Nie mogłam jej odmówić. Ładny to kot, to znaczy, że ma piękne usposobienie. Nazwała go Józefem, ponieważ ma pstrą szatę.39
Józek był rzeczywiście pstry. Trudno było określić jego zasadniczą maść. Nogi miał białe, czarno nakrapiane, grzbiet szary z wielką żółtą plamą z jednej strony i czarną z drugiej, ogon żółty z czarnym koniuszkiem, jedno ucho czarne, drugie żółte. Czarna łata na jednym oku nadawała mu przeraźliwy wygląd. W istocie był słaby i nie niebezpieczny, usposobiony bardzo towarzysko. Pod jednym względem — jeśli nie pod innymi — był Józek jak lilia w polu: nie zadawał sobie trudu, aby łapać myszy. Nawet Salomon w swym przepychu nie sypiał na bardziej miękkich poduszkach i nie oblizywał się smaczniej przy tłustych kąskach.
Józek i kot Magdy przybyli pociągiem w specjalnym pudełku. Gdy ich wypuszczono i nakarmiono, Józek wybrał sobie poduszkę w kącie, która najbardziej mu odpowiadała, kot Magdy zaś zasiadł poważnie przed ogniem i począł myć sobie pyszczek. Był to wielki, leniwy, szarobiały kot, niezmiernie majestatyczny, nienoszący najmniejszych śladów swego plebejskiego pochodzenia. Ciotka Jakubina otrzymała go od praczki.
— Na imię jej było Magda, więc mąż mój nazywał kota stale „kotem Magdy” — wyjaśniła ciotka Jakubina. — Ma już osiem lat i świetnie łapie myszy. Nie martw się, Stello. Kot Magdy nie walczy nigdy, a Józek bardzo rzadko.