— Nie, nie jestem tym oburzona, Tadziu. Uważam za zupełnie naturalne, że dziewięcioletni chłopiec woli czytać opowiadanie z przygodami niż Biblię. Ale gdy będziesz starszy, spodziewam się, że zrozumiesz, jak cudowną książką jest Biblia.

— O, niektóre ustępy są w niej bardzo ładne! Na przykład to opowiadanie o Józefie jest cudowne! Ale gdybym ja był Józefem, nie przebaczyłbym braciom. O nie, moi panowie! Wszystkim poucinałbym głowy. Pani Linde była strasznie wściekła, gdy jej to powiedziałem, zamknęła Biblię i powiedziała, że nigdy mi już jej czytać nie będzie, jeżeli będę tak mówił. Więc nie mówię nic, gdy czyta w niedzielę po obiedzie. Myślę sobie tylko rozmaite rzeczy i nazajutrz opowiadam o tym w szkole Emilkowi Boulterowi.

— O Boże! — zawołała Ania, gdy wicher uderzył nową falą śniegu w okna. — Czyż ta zawieja nigdy się nie skończy?

— Bóg wie — odpowiedział Tadzio swobodnie, zabierając się znowu do czytania.

Tym razem Ania była oburzona.

— Tadziu! — zawołała z wyrzutem.

— Pani Linde zawsze tak mówi — zaprotestował Tadzio. — W zeszłym tygodniu Maryla spytała pewnego wieczora: czy Ludwik Speed i Teodora Dix pobiorą się? A pani Linde odpowiedziała: Bóg wie! Zupełnie tak samo jak ja przed chwilą.

— To źle, że tak powiedziała — rzekła Ania. — Nie należy używać tego imienia bez potrzeby i wypowiadać je lekko. Nie czyń tego nigdy, Tadziu.

— Nawet gdy je będę wypowiadał wolno i uroczyście, jak pastor? — zapytał Tadzio poważnie.

— Nie, nawet w ten sposób nie.