— No dobrze, nie będę tego robił. Ludwik Speed i Teodora Dix mieszkają w Middle Grafton, a pani Małgorzata uważa, że on się już o nią stara od stu lat. Czy nie będą niedługo za starzy, żeby się pobrać, Aniu? Spodziewam się, że Gilbert o ciebie nie będzie się tak długo starał. Kiedy się pobierzecie, Aniu? Pani Linde powiada, że to rzecz pewna.
— Pani Linde jest... — zaczęła Ania gwałtownie. Ale urwała.
— ...okropną starą plotkarką — uzupełnił Tadzio spokojnie. — Tak ją wszyscy nazywają. Ale czy to jest sprawa pewna, Aniu? Muszę to wiedzieć.
— Jesteś bardzo głupim chłopczykiem, Tadziu — rzekła Ania, wychodząc dumnie z pokoju.
Kuchnia była pusta i Ania usiadła w półmroku. Słońce zaszło już, a wiatr przycichł. Blady, chłodny księżyc zaglądał spoza ławicy purpurowych chmur na zachodzie.
Ania czuła się bardzo samotna i smutna. Zastanawiała się, czy będzie mogła powrócić w przyszłym roku do Redmondu. Nie wydawało się to prawdopodobne. Jedyne istniejące stypendium na drugim roku było bardzo małe. Od Maryli nie chciała brać pieniędzy. A mało miała widoków, aby potrafiła w czasie wakacji letnich zarobić dość pieniędzy.
„Będę pewnie musiała w przyszłym roku wystąpić z uniwersytetu — myślała ze smutkiem — i znowu przyjąć posadę w szkole, aż zarobię tyle, żeby skończyć studia. A tymczasem dawna moja klasa osiągnie dyplomy i «Ustronie Patty» nie będzie już wchodziło w rachubę. Ale zobaczymy. Nie będę tchórzem. Dobrze, że potrafię w razie potrzeby zarobić sobie trochę pieniędzy”.
— Pan Harrison idzie — zameldował Tadzio, wbiegając do kuchni. — Zdaje się, że przynosi pocztę. Już trzy dni minęło, odkąd przyniósł ostatnie listy.
Pan Harrison przyniósł pocztę, a wesołe listy od Stelli, Priscilli i Fili rozpędziły rychło troski Ani. Ciotka Jakubina napisała także, donosząc, że utrzymuje ogień na kominku, a koty czują się dobrze i rośliny domowe znakomicie się rozwijają.
„Zrobiło się rzeczywiście mroźno — pisała — więc pozwoliłam kotom sypiać w mieszkaniu, Morusek i Józek na kanapie w bawialni, a kot Magdy w nogach mojego łóżka. Prawdziwa to przyjemność słyszeć jego mruczenie, gdy się budzę w nocy i myślę o swojej biednej siostrze w dalekich krajach. Gdyby znajdowała się ona gdziekolwiek indziej, nie w Indiach, nie martwiłabym się, ale opowiadają, że są tam okropne żmije. Kot Magdy musi głośno mruczeć, żeby mnie uwolnić od tych przykrych myśli. Wszystkiemu na świecie dowierzam, tylko nie żmijom. Nie rozumiem, dlaczego Opatrzność stworzyła je. Niekiedy myślę, że nie Bóg to uczynił. Raczej skłonna jestem wierzyć, iż diabeł maczał w tym palce”.