Rozdział XIX. Przygrywka

— Pomyśleć, że to moje dwudzieste urodziny i że na zawsze zostawiłam za sobą wszystkie „naście” — rzekła Ania, skulona na dywanie przed kominkiem z Moruskiem na łonie, do ciotki Jakubiny, która czytała w swoim ulubionym fotelu.

Były same w bawialni. Stella i Priscilla poszły na zebranie, a Fila stroiła się w swoim pokoju na wieczór.

— Zdaje mi się, że ci trochę żal — rzekła ciotka Jakubina. — Druga dziesiątka lat to tak piękny okres życia! Cieszy mnie, że ja sama nigdy jej nie przekroczyłam.

Ania roześmiała się.

— I nigdy nie przekroczysz, cioteczko. Gdy skończysz sto lat, jeszcze będziesz miała osiemnaście. Tak, żal mi i jestem też niezadowolona. Panna Stacy powiedziała mi już dawno, że gdy osiągnę dwudziestkę, charakter mój będzie ukształtowany, dobry czy zły. Nie czuję, aby to było to, co być powinno. Jest pełen niedociągnięć.

— Taki jest każdy charakter — rzekła ciotka Jakubina wesoło. — Mój miał braki w setkach miejsc. Twoja panna Stacy miała prawdopodobnie na myśli, że gdy osiągniesz dwadzieścia lat, charakter twój przechyli się na stałe w jednym lub drugim kierunku i będzie się po tej linii nadal rozwijał. Nie przejmuj się tym, Aniu. Spełniaj swój obowiązek wobec Boga, bliźnich i siebie i używaj życia. To jest moja filozofia, a zawsze okazywała się ona dobra. A dokąd to udaje się Fila dzisiaj wieczorem?

— Idzie na zabawę taneczną. Wkłada na ten wieczór najcudniejszą suknię, kremowo-żółtą, jedwabną, z koronkami jak pajęczyna. Bardzo jej w niej do twarzy, gdyż ma ciemną cerę.

— Coś magicznego jest w słowach „jedwab” i „koronki”, prawda? — rzekła ciotka Jakubina. — Na sam dźwięk tych słów doznaję wrażenia, jakbym się miała za chwilę zerwać do tańca. I żółty jedwab! Trzeba przy tym pomyśleć o sukni z promieni słonecznych. Zawsze pragnęłam żółtej sukni jedwabnej, ale najpierw matka moja, a potem mąż nie chcieli o tym nawet słyszeć. Pierwszą rzeczą, jaką zrobię, gdy przybędę do nieba, będzie postarać się o żółtą suknię jedwabną.

Ania wybuchnęła śmiechem, a w tej chwili zeszła ze schodów Fila, ciągnąc za sobą chmury przepychu i przeglądając się sama w długim lustrze owalnym na ścianie.