— Pochlebne lustro poprawia humor — rzekła. — Lusterko w moim pokoju robi mnie zieloną. Czy ładnie wyglądam, Aniu?
— Gdybyś wiedziała, jaka jesteś piękna, Filo! — zawołała Ania ze szczerym podziwem.
— Wiem o tym. Na cóż są lustra i mężczyźni? Nie to miałam na myśli. Czy wszystkie ogonki mam pochowane? Czy suknia się nie fałduje? I czy nie lepiej wyglądałaby ta róża trochę niżej? Obawiam się, że przypięta jest za wysoko, ale nie znoszę, gdy mi coś łechcze ucho.
— Wszystko jest w porządku, a twój południowozachodni dołeczek jest czarujący!
— Aniu, jedną rzecz szczególnie lubię w tobie: jesteś taka niezazdrosna! Nie ma w tobie ani odrobiny zawiści.
— Dlaczego miałaby być zazdrosna? — zapytała ciotka Jakubina. — Może nie wygląda tak pięknie, jak ty, ale ma o wiele piękniejszy nos.
— Wiem o tym — przyznała Fila.
— Mój nos był dla mnie zawsze wielką pociechą — wyznała Ania.
— I lubię twe włosy, wspinające się nad czołem, Aniu, a ten mały loczek, który wygląda zawsze, jakby miał opaść, a nie opada, jest cudowny. Ale jeżeli idzie o nosy, to mój sprawia mi wiele zmartwienia. Wiem, że gdy będę miała czterdzieści lat, stanie się zupełnie byrnowski. Czy wyobrażasz sobie, jak będę wyglądała w czterdziestym roku życia, Aniu?
— Jak stara, zamężna matrona — odpowiedziała Ania przekornie.