Krew ciecze strumieniami po drodze pełnemi,

Pola się okrywają trupami gęstemi;

Bo żadne zbroje, tarcze, szyszaki, kaftany

Nie mogą Orlandowej strzymać Duryndany,

80

Ani żadne zawoje, choć miąższo dokoła

Zwite, powierzonego pilnie strzegą czoła.

Nie tylko po powietrzu skargi niepojęte,

Ale i ręce lecą i głowy ucięte;

Śmierć w wielkiej liczbie twarzy straszliwych igrzyska