W tej trzeciej pieśni, w której poeta przepowiada i ukazuje potomki zacnego domu esteńskiego pierwej, niźli się urodzili, Bóg chce, aby osoby zacne beły światu znajome przedtem, niż wynijdą na świat, i żyjąc i po śmierci. Przeciwnem obyczajem ludzie nikczemni i marni, ledwie może rzec, że żyją, póki tu są na świecie, ale tylko cień i liczbę czynią.
1. Skład pierwszy
Kto mi głos, kto tak słowa wyborne daruje,
Jakiej tak zawołana sprawa potrzebuje;
Kto przytknie lekkie skrzydła do wiersza mojego,
Żeby doleciał mego zmysłu wysokiego?
Trzeba, żeby mię ogień zagrzewał obfity,
Dobrze gorętszy, niż ten zwykły, pospolity,
Bo ta część właśnie panu mojemu należy,
Co śpiewa jego dziady, skąd jego ród bieży;