W pośrzodku jej stał ołtarz misternej roboty,

Przed niem kaganiec wisiał wszytek szczerozłoty,

Który w obudwu sieniach mocą swej światłości

Tam i sam niewesołe wyganiał ciemności.

8

Przyszedszy Bradamanta na to miejsce święte,

Nabożeństwem i skruchą wnętrzną swe ujęte

Serce niosąc, upadła nizko na kolana,

Poruczając się w ręce na wyższego Pana;

A w tem u małej furty skrzypnęły zawiasy,