I niemałą z Merlinem chwilę rozmawiała,

Który radził, aby się łaskawie stawiła

Rugierowi i swoich chęci mu nie kryła.

A skoro się poczęło rozdniewać i trochy

Światła zajrzało, ciemne zostawiała lochy,

Idąc chwilę przez cienie głębokiej jaskiniej

W towarzystwie uczonej swojej prorokiniej.

65

Z jaskiniej onej weszły na dolinę, trudną

Do nalezienia w górach, ciasną i nieludną.