Skoro go utrapiona dziewka obaczyła,
Do siebie, nie znając go, trochę przychodziła
I mdłe serce z nienagła strachy opuszczały,
Choć jeszcze zwykłej barwy jagody nie miały.
Kiedy beł blizko, będąc już lepszej nadzieje,
Rzekła: »Zmiłuj się, ojcze: źle się ze mną dzieje«.
I mową, rozerwaną z łykania469, dawała
Sprawę i co on wiedział lepiej, powiadała.
47
Cieszył ją, że się wątpić nikomu nie godzi