Od słońca lub od córki nadobnej Latony,
Po przestronem pałacu biega w prętkiem kroku
Z góry na dół to z tego, to z owego boku.
72
Angelika, która mu na myśl przychodziła,
I owszem, która mu z niej nigdy nie schodziła,
Pochodnią mu zajętą w sercu rozpalała,
Która się zdała we dnie, że była wytlała.
Przyjechała beła z niem aż na zachód słońca
Od Kataju żyznego ostatniego końca,