57

Taki koniec powieści swojej panna dała,

Którą łzami z wzdychaniem często przerywała.

Orland, skoro umilkła, który utrapionem

I zawsze rad pomagał krzywdą uciśnionem,

Nie chciał się z nią rozciągać szerokiemi słowy,

Bo z przyrodzenia długiej nie używał mowy,

Ale jej rękę daje i więcej ślubuje

Uczynić, niżli prosi i niż potrzebuje.

58