I powtarzając imię małżonka srogiego.

25

A czego nie mógł mdły głos, nie mogło wołanie,

Dokładały gęste łzy i ręku łamanie:

»Dokąd się kwapisz? Dokąd, okrutny, uciekasz?

»Przecz słusznego brzemienia z okrętem nie czekasz?

»Niechaj mię weźmie, wszak mu to zacięży mało,

»Że kiedy serce niesie, poniesie i ciało!«

I żeby się w zad wrócił okręt, znaki dawa

I to ręką, to szatą machać nie przestawa.