Jej oczu i potem je ugasza w strumieniu,

Który spada po kwieciu białem i rumianem

I dopiero żeleźcem tak uhartowanem

Trafia króla, którego ani zbroja broni

Ani paiż674 zasłania od śmiertelnej broni.

Gdy tak patrzy na oczy i twarz pięknej panny,

Czuje, że już jest w serce, nie wie jako, ranny.

67

Tej była Olimpia, choć w smętku, gładkości,

Jakiej dziś rzadko widać na świecie piękności,