Atoli do zjechania nie przyszło spólnego,
Aż teraz, kiedy Rugier konia szukał swego;
U którego Mandrykard, jako ptaka zoczył,
Zgrzytając, z tak przykremi zaraz słowy skoczył:
102
»Widzę, że z herbem znak mój nosisz, uporczywy;
»A już to po kilkakroć, zgody spólnej chciwy,
»Dawałem ci przestrogę, ty zaś, jak szalony
»I na swoje nieszczęście marnie odważony,