Nakoniec miecza z ręku pozbyłby ostrego,
Ale bronią temlaki z sznura jedwabnego.
124
Tem czasem zaś Marfiza Mandrykarda swego
Obraca: pot się leje z twarzy, z czoła jego.
Wygadza on jej wzajem i niemniej dokucza,
Co to jest z mężem walczyć, białą płeć naucza.
U obojga tarcz, zbroja, szyszak doświadczony
Strzeże ran, broni głowy, piersi z każdej strony.
Tak w równem męstwie ponno dłużejby swe siły