Frasobliwą twarz na dół i wzrok miał skłoniony,

W ziemię ustawnie patrząc królik zasmucony;

Huku nie usłyszałby ponno nawiętszego,

Zmysły ledwie nie wszystkie odbiegły od niego.

Potem, gdy długo siedział tak uspokojony,

Ciężko westchnąwszy, jakby ze snu ocucony,

Pokrzepił się, wzniósł oczy, łzami nakropione,

Na swego gospodarza i na goście one,

134

A przerwawszy milczenie, gospodarza swego