Póki śmiercią nie skróci nieskończonej męki.

I wnet wybladła dziewka komórkę buduje

Przy trunnie, swe sieroctwo w której opłakuje;

Tam mieszka, tam łzy pije, karmi się wzdychaniem,

Pacierze odprawuje z żałosnem szemraniem.

101

Skąd, gdy jej nie mógł grabia i swemi listami

I gorącemi długo odwabić prośbami,

Do niziuchnej komórki poszedł w swej osobie,

Aby w śmiertelnej jaką dał pomoc chorobie.