Wszystkie miały imiona snadne do czytania,

Jedne z liter żelaznych, a drugie z srebrnego

Kruszcu, trzecie ze złota wyryte jasnego.

Te z kupy biorąc wielkiej nieupracowany

Jakiś starzec, wynosił w wieczór i w świt rany,

Wynosił ustawicznie i z onej roboty

Więtszej sobie dodawał bez trudu ochoty.

91

Tak beł rączy, tak żartki staruszek zgrzybiały,

Iż się zdało, jakby go dla zawociów dały