42

Jedzie kilka mil puszczą, liściem584 się okrywa,

A wzdychanie mu słowa, skarg pełne, przerywa.

Z oczu miasta daleko i wsi już zniknęły,

Gęstwy, ciemność przywiódszy, strach jakiś przymknęły;

A potem w ocemgnieniu niebo swą odmieni

Wesołość, słońce jasnych nie daje promieni:

Alić dziw ujźrzy straszny, co wypadł z głębokiej

Jaskinie, a postać ma niewiasty wysokiej.

43