Już też na złotem wozie jadąc pan światłości,
Wyganiał gwiazdy z nieba, a z ziemie ciemności,
Kiedy szocki królewic, który sypiał mało,
Gdy tego jakie zacne dzieło po niem chciało,
Przez całą noc pogaństwo bijąc w uciekaniu,
Wracał się do obozu prawie na świtaniu.
189
Miał z sobą trochę jezdy, która obaczyła,
Kiedy para przyjaciół wiernych uchodziła.
Ci za niemi natychmiast poskoczyli wszyscy,