Gniewy, fuki łajania co raz odnawiali.

Sam Mandrykard ze dwiema bój chce wieść zarazem,

Świszczy, błyska, straszliwy, swem ostrem żelazem.

Rugier, co we zwyczaju nie miał krzywd połykać,

Nie myśli o pokoju, chce się wnet potykać.

Marfiza srogie rozwieść swary usiłuje:

Prosi ich, trzyma, woła — daremnie pracuje.

111

Tak więc chłop, kiedy rzeka wylała brzegami,

Inszej ścieszki szukając, nowemi drogami