I niesie rączo franta tam, gdzie król z drugiemi
Miedzy bohatyrami gniew koił srogiemi.
Brunel niebezpieczeństwo widząc, ręce wznosi,
Płaczem twarz zlewa hojnem, o ratunek prosi.
90
Tak krzyczał, wołał Brunel, gwałtem utrapiony,
Aż głos rycerzów onych już beł zagłuszony,
Co poswgrkami wszytko pole napełniali,
Kiedy do bitwy swoje umysły skłaniali;
Raz pomocy, drugi raz żąda odpuszczenia.