Próżne wiatr w stronę morza pędzi szerokiego.

Barka leci po wodzie, jak najchyższa strzała,

Gdy ją z cięciwy ręka kozacka wysłała;

Ten nie rozmyślając się, choć koń ledwie dycha,

Tłucze go i złamanem kijem w wodę spycha.

12

Opierając się długo, na ostatek ony

Opuszcza szkapa1686 brzegi, biciem przymuszony;

Topi kolana naprzód, brzuch potem z uszami,

A Orland go między nie okrywa pięściami.