Jak ci, co ich tam miłość jego zgromadziła,

Dawno on Mandrykarda pożyłby hardego,

Uciąwszy bez rozlania krwie swej szyję jego.

54

Anioł bez chyby, anioł z nieba wysokiego

Ratował bohatyra w ten czas serdecznego,

Który straszliwszy potem, niż kiedy, na świecie,

Najmocniejsze powtarza raz po raz swe cięcie,

Spuszcza swą Balizardę, gniewem zapalony,

Na szyszak Mandrykardów mocny, doświadczony,