Iż południowych znojów żaden się nie boi;
Niebo się jasne śmieje, wiatr wolnemi chłody
Trzęsie liście1970 na drzewie i w krynicach wody.
50
I zaraz wonne kwiatki z zapachów pieszczonych
Złupiwszy, niesie z sobą po polach przestronych;
Niesie, a wkoło niemi karmi świat wysoki,
Ostatnie do samych sfer przechodząc obłoki.
W śrzodku łąki jest pałac, pyszno budowany,
Jaśniejszy, niż słoneczny ogień nieścierpiany;