»Mdleje nieszczęsna wdowa i zamyka mowę.

»Potem z mostu do rzeki wysoko skoczyła

»I srodze o róg skały ciemię uderzyła.

55

»Nie mogła zaraz umrzeć; tak na poły żywą

»Niesiono, ale skargą przykrą, żałośliwą

»Najtwardszy krzemień, lwicę najsroźszą wzruszała

»I w samej śmierci rozkosz z pociechami miała.

»Próżno, bo smutny Tanakr sam chorej pilnuje,

»Nie śpi, lekarzów prosi, siła obiecuje.