Po równinie niewielkiej chodził, ale cudnej,

Nowy strach zejmuje go, nowa bojaźń dusi,

Iż tu na tem wygnaniu umrzeć głodem musi.

51

Lecz serce niestrwożone przychodzi do siebie,

W skok zatopione łzami oczy utkwił w niebie,

»Cierpieć, cierpiećem gotów — mówiąc — Boże prawy,

»To wszystko, co twój dekret rozkaże łaskawy«.

Wtem chęć jakaś, która się w sercu dobrem rodzi,

Aby na wierzch skały wszedł, znowu go podwodzi.