Zbroję, od której blaski promienie ciskały,
Wdziawszy, do pogańskiego Marsa drzewo składa.
Z drugiej strony Agramant z markiezem wypada,
Dobry Sobryn z Brandmartem i groty stalone
Zniżywszy, mierzą w piersi, tarczą zasłonione.
Od najbystrzejszych brzegi poskoków zadrżały,
Morze szum więtszy dało, góry się ozwały.
67
Sześć kopij, jakby z lodu urobione były,
Do samych gałek w drobne trzaski się skruszyły.