84

Gdy tem kształtem straszliwa bitwa się toczyła,

Sobryn, co go na ziemi już krew uchodziła,

Po małej chwili z lekka przychodzi do siebie,

Trzyma oczy z stłuczonem czołem w jasnem niebie.

Potem to w ten, to w ów bok patrzy mglistem wzrokiem

I ociężałem z ziemie podnosi się krokiem,

Widzi, iż w onej bitwie słabszy jest król jego;

Zaczem przybiega milczkiem na pomoc do niego.

85