Który tusząc, iż Orland Gradasa od siebie

Nie puści, tyłu nie strzegł w okrutnej potrzebie,

Wszystkę myśl utopiwszy w tem, aby srogiemu

Sztylet w garło mógł wrazić panu afryckiemu.

Tem czasem przypadł Gradas i szablą straszliwą

Ciął z obu rącz w przyłbicę jego nieszczęśliwą.

98

Boże, który duchami władniesz niebieskiemi,

Męczennikowi twemu miejsce miedzy niemi

Daj, co już burzliwego morza straszne boje