Już ten krwią hojnie spłynął, szablę mu wydarto,

Szyszak ze wszystkich boków stłuczono, otwarto,

Tarcz miał rozpadłą w poły, zbroję zdziurawioną,

Ręce, piersi, głowę, twarz srodze posieczoną.

Naciera srogi Orland, wzrok niesie surowy

I czoło groźne marszczy okazałej głowy,

Potem, gdzie z ramionami kark się duży schodzi,

Tnie i duszę niechętną z swem ciałem rozwodzi.

9

Tak w zatyłek2331 haniebnie, gdzie nit blachy spina,