Raz podle trupa siedzi, a drugi raz leży.

16

Sobryn, co go już uszła krew w hojnem potoku,

Gdy z ramion, z twarzy ciecze ustawnie i z boku,

Na wznak się rozciągnąwszy leżał, zapomniały,

A żyły oziębione w niem wszystkie zdrewniały.

Więc i markiez nie mogąc przywalonej nogi

Z pod konia dobyć siłą swą, ból cierpi srogi;

Rusza się, najbiedniejszy, i darmo pracuje,

Darmo, bo ranny huków koń żadnych nie czuje.